„Ja i Justin jesteśmy przyjaciółmi”- ta myśl ciągle
krążyła w mojej głowie.
Jakoś nie mogło do mnie dotrzeć, że ja i Justin
moglibyśmy się przyjaźnić.
Próbowałam sobie jakoś to wyobrazić.
„Taa… przyjaciele z wesołego podwórka”.
- Ubieraj się! Zaraz zaczynamy!- usłyszałam głos
chłopaka, dochodzący z ogrodu przed domem.
- Co zaczynamy?!
- Trening!
„Trening?! Ja i trening?! Ugh…”
- To się nie skończy dobrze- powiedziałam sama do siebie.
Zaczęłam nerwowo bawić się palcami. Odetchnęłam
przerażona na samą myśl o treningu z Justinem. Już wyobrażałam sobie wycisk, na
jaki nie byłam przygotowana. Przecież tyle lat nie uprawiałam żadnego sportu,
no jeśli nie liczyć ostatnich ucieczek przed śmiercią. Co on by wymyślił?
Zapasy? Biegi? Strzelenie z broni? W tym wszystkim bym z im przegrała. W szkole
nigdy nie wyróżniałam się sportowymi umiejętnościami. Jeśli chodziło o ucieczkę
przed szkolnym terrorystą, nawet wtedy mnie dopadał. Byłam ciemna w sprawach
ruchu.
Zebrałam się leniwie z łóżka, sama zniechęcając się do
tego. Odłożyłam ostatni kawałek napoczętego tosta, który zdążył już wystygnąć.
Powolnym i pełnym „entuzjazmu” krokiem ruszyłam do szafy. Dwie półki były moje
i tylko moje.
Sięgnęłam po jakąś szarą bluzkę i dresy. Wyglądałam jak
jakaś pokraka. Odetchnęłam ze zmęczeniem na samą myśl o porannym treningu.
Udałam się do łazienki,
aby nieco ogarnąć moje poustawiane w każdym kierunku świata włosy. Stanęłam
przed lusterkiem. Znów widziałam w nim tą samą osobę, ale jednak trochę inną.
Jej twarz nieco się zmieniła – stała się bardziej wyraźna. Na ramieniu widniała
blizna. Wydarzenia z tego okropnego wieczoru wróciły, a twarz Raymunda minęła
mi przez oczami. Kąciki ust lekko opadły, a oczy były duże i zaszklone.
Otrząsnęłam się i uśmiech znów zawitał na mej twarzy. Jakbym nie znała osoby,
która była w lustrze, pomyślałabym, że pochodzi ze szczęśliwej rodziny, a
blizna na jej ramieniu spowodowana jest nieuwagą podczas zabawy z rodzeństwem.
Ten świat całkowicie różnił się od szarej rzeczywistości. Jedyną bliską mi
osobą stał się Justin. To on był moim pocieszycielem i przyjacielem. Teraz
mogłam powiedzieć mu wszystko i wiedziałam, że nikomu nie zdradzi moich
tajemnic. Liczyłam się jednak z tym, że niektóre sekrety muszę zachować dla
siebie i TYLKO WYŁĄCZNIE DLA SIEBIE.
- A więc jaki trening chcesz zacząć?- spytałam
zawieszając dłonie na biodrach. Byłam ciekawa, co wymyślił.
- Wszystko, co teraz ci pokażę, zostaje tylko między
nami- jego ton był poważny i surowy. Ani trochę nie przypominał tego z rana,
kiedy wparował do sypialni ze śniadaniem.- Tego wszystkiego nauczył mnie
Worston, Raymund i życie- złączył swoje dłonie w uścisku wyginając je tak, że w
moich uszach rozbrzmiało strzykanie kości.
Justin krążył po zielonym trawniku, bawiąc się palcami.
Na błękitnym niebie widniało słońce i kilka chmur, które swoim wyglądem
przypominały zniekształcone zwierzęta. Kwiaty posadzone w nieładzie wyglądały,
jakby nie były podlewany już dłuższy czas. Jakby jedynym dostępem wody był
życiodajny deszcz. Mimo tego nadal było widać ich jasną barwę przybliżoną do
koloru żółtego.
- Twoje zadania wymagają znajomości tych umiejętności, w
razie wypadku, gdyby coś poszło nie tak- nagle zatrzymał się i spojrzał na
mnie, kiedy oglądałam różnokształtne chmury- ty mnie w ogóle słuchasz?!- spytał
oburzony.
________________________________________________________________
I jak podoba Wam się? Ciekawi jak pójdzie trening biednej Destiny z Justinem?
Nie mg się doczekać następnego ! <33
OdpowiedzUsuńDawaj następny <3
OdpowiedzUsuńCudowny ! <3
OdpowiedzUsuńJesteś genialny ! :*
OdpowiedzUsuńNatępny *.*
OdpowiedzUsuńZajebisty :D